Randall Rona - Siostry Connel, Romanse i romanse

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
RONA RANDALL
SIOSTRY CONNEL
(Das Glück kam auch zu ihr)
Przełożył Jerzy Furga
ROZDZIAŁ I
– Aż trudno to sobie wyobrazić! – zawołała w podnieceniu siostra Bunny, wpadając do
kuchni. – Trzech nowych! Naprawdę, trzech nowych jednocześnie. I do tego wyglądają po
prostu fantastycznie!
Rzadko się zdarzało, aby jakakolwiek posada w tym starym szpitalu była obsadzana
nowymi ludźmi. Tym razem przyszło jednocześnie trzech lekarzy.
– Kobieta nie powinna tak podniecać się obcymi mężczyznami, siostro – powiedziała
siostra Mary. – A teraz do pracy. Nie chciałabym już więcej słyszeć plotkowania!
Po tych słowach wyszła z kuchni. Jej biały fartuch szeleścił jak suche liście na jesiennym
wietrze.
– Tam gdzie inni mają serce, u niej jest kamień – powiedziała mrukliwie siostra Bunny.
– Niemożliwe. Gdyby tak było, nie funkcjonowałby układ krążenia – odpowiedziała
przemądrzale praktyk antka.
– Ty rzeczywiście musisz być chlubą przełożonej – jęknęła Bunny Warren. – Ale wierz
mi, jeśli siostra Mary posiada w ogóle serce, to jest ono mechanizmem, który służy jedynie do
przepompowywania krwi.
Hope Connel zdusiła śmiech, starając się, by jej głos zabrzmiał tak ceremonialnie, jak
tylko było to możliwe, i rzekła:
– Wystarczy, Bunny. Siostra nigdy nie powinna mówić bez szacunku o swojej
przełożonej. – I unikając jej wzroku, ciągnęła dalej: – A poza tym, chyba pani słyszała, co
powiedziała siostra Mary na temat plotkowania. Jestem tego samego zdania.
Niezupełnie odpowiadało to prawdzie. Siostra Bunny była tego pewna. Jak każda tutaj,
skoczyłaby za siostrą Hope w ogień. Podziwiała ją – jej szczerość, uprzejmość, jej humor i
optymizm. Lubiła w niej wszystko, nawet fascynującą urodę, która mogła być przedmiotem
zazdrości każdej dziewczyny.
Hope Connel była żywa jak buchający płomień. Ogniste włosy zdawały się przenosić
swój żar na jej usposobienie.
– Cóż by począł szpital St-Bedes bez pani? – powiedziała Bunny Warren z poważną
miną. – A nasz oddział przede wszystkim. Każda inna pielęgniarka na pani miejscu już dawno
uciekłaby stąd.
Hope uśmiechnęła się. Potrafiła się śmiać właściwie ze wszystkiego, chociaż była
inteligentną dziewczyna i potrafiła być poważna, jeżeli wymagała tego sytuacja. Gdyby było
inaczej, nie zostałaby siostrą oddziałową w takim szpitalu.
Hope patrzyła na poczciwą twarz Bunny. Rozumiała ją. Podniecenie dziewczyny z
powodu pojawienia się nowych lekarzy nie było wcale rzeczą godną potępienia.
– Czy nie zechciałaby pani zaoszczędzić mi drogi i odebrać z laboratorium wynik badania
krwi pacjenta z pokoju dwunastego? – zapytała.
Bunny odpowiedziała jej promiennym uśmiechem.
– Naturalnie! Hope, jest pani aniołem!
– Jeszcze nie, a przynajmniej taką mam nadzieję. Ale proszę się pospieszyć. Siostra Mary
może w każdej chwili wrócić.
Bunny w mig znalazła się przy drzwiach. Zaraz jednak opanowała się. Pielęgniarka nie
powinna przecież biegać po korytarzu; było to wbrew przepisom. Mimo to szła coraz
szybciej. Wszystkie siostry w szpitalu zazdrościłyby jej. Nie każda miała możliwość
przyjrzenia się nowemu lekarzowi.
Hope jeszcze wyjrzała przez drzwi.
– I proszę powiedzieć mojej siostrze, że wynik badań powinien być już od pół godziny na
naszym oddziale! – zawołała.
– O Boże kochany! Nigdy nie odważyłabym się... Hop£ uśmiechnęła się filuternie.
– Dlaczego nie spróbuje pani powiedzieć tego przy nowym lekarzu i nie sprawdzi jej
reakcji? – Śmiejąc się zamknęła drzwi.
Bunny pospieszyła do windy. Czekała tam już dziewczyna w białym kitlu. Stała prawie
nieruchomo. Miała jasne, łagodne spojrzenie, piękną twarz i spięte na karku blond włosy.
– Witaj, Charity! – powiedziała wesoło siostra Bunny. – Pani również na górę?
– Tak, już nacisnęłam guzik. Zaraz powinna być winda.
Po chwili winda zatrzymała się na ich piętrze i Bunny otworzyła drzwi.
– Zapraszam do środka! – zawołała swawolnie. – Na które piętro pani sobie życzy,
madame? Bielizna, artykuły gospodarstwa domowego czy artykuły spożywcze?
Charity Connel roześmiała sie ciepło.
– Na pewno trzecie, prawda? – zapytała Bunny. – Kogo będzie pani dzisiaj męczyć?
– Pacjentkę z oddziału prywatnego, Caroline Ransom.
– O! Obracamy się w najwyższych sferach. Co właściwie robi Caroline Ransom w naszej
klinice?
– Stłukła nogę podczas polowania. Nic poważnego, ale nie powinno się tego lekceważyć.
Lady robi oczywiście wielki teatr, broni się przed schodzeniem na zabieg. Upiera się, żebym
przychodziła do niej. Kiedy byłam tam ostatnim razem, jej stolik zawalony był niezliczonymi
rzeczami, a ona wzbraniała się przed tym, żeby zabrać stamtąd choć jeden przedmiot. I
dlatego stało się to, czego się obawiałam: stłukłam wazon z bardzo drogimi różami. Spadł na
podłogę. Panna Ransom wini za to siostrę, która go tam postawiła i mnie.
Bunny westchnęła.
– Sądzę, że przysyłają do nas takie pacjentki, by wystawić nas na próbę.
– Cóż, ma to również i dobrą stronę: nie będzie mnie więcej wzywać do pokoju. Teraz
musi się osobiście pofatygować do mojego gabinetu zabiegowego.
– To jej dobrze zrobi – rzuciła Bunny. – O ile dobrze słyszałam, wygląda na dość
grymaśną lady. Myślę, że Ransomowie traktują ten szpital jak swoją własność. Cieszę się, że
nie pracuję na prywatnym oddziale. O ile wiem, panna Ransom rozstawia wszystkie siostry
po kątach. Tak jakby nie dość jej było z nami! A poza tym, gdyby rzeczywiście była chora,
nie miałaby siły, żeby nieustannie bić na alarm.
– Dokąd właściwie pani jedzie, Bunny?
– Dzięki pani czarującej siostrze czeka mnie wielka przygoda. Mogę się dokładnie
przyjrzeć nowemu lekarzowi z laboratorium.
Winda zatrzymała się i Charity wysiadła.
– Gdy zobaczy pani Faith, proszę jej powiedzieć, że dzisiaj późno przyjdę na kolację.
Niech przekaże wiadomość siostrze w portierni, dobrze? – poprosiła Charity.
– Naturalnie.
Charity jeszcze raz skinęła głową, po czym zniknęła w korytarzu.
W pierwszej chwili Charity nie zauważyła nieznajomego mężczyzny.
Był wysoki, miał ciemne włosy i zgorzkniałą twarz. „Za bardzo zgorzkniałą, jak na tak
młodego człowieka” – pomyślała towarzysząca mu przełożona.
Na widok Charity powiedziała:
– O, siostra Charity! Chciałabym przedstawić pani doktora Shearinga. Znajdzie pan w
Connel zdolną współpracowniczkę, doktorze. Jest po prostu niezmordowana. Pamiętam dni,
kiedy zajmowała się dziesięcioma pacjentami i ostatni był równie sumiennie obsłużony jak
pierwszy.
– Naprawdę? – zapytał uprzejmie Michael Shearing. Był zadowolony, że klinika posiada
tak dzielną masażystkę. Nie zwrócił na nią uwagi jako na kobietę. Nie miał czasu dla kobiet.
Charity Connel zwróciła w jego stronę jasne, łagodne spojrzenie. Wyciągnął do niej rękę.
Ku jego zaskoczeniu, dziewczyna zdawała się tego nie zauważać. Wyglądało to tak, jakby
niezbyt ją zainteresował. Wydało mu się to zresztą całkiem słuszne.
Cofnął rękę, po czym zamienił z Charity parę słów na tematy zawodowe. Kiedy
odchodziła, wpatrywał się w nią jak zaklęty. Poruszała się w niezwykle powabny sposób.
*
W laboratorium Bunny Warren zobaczyła pochyloną nad stołem laboratoryjnym ciemną
czuprynę Faith Connel. Chrząknęła.
– Pani siostra przysłała mnie po wyniki próbek krwi pana Harveya.
Faith Connel uniosła głowę. Jej ciemne, jedwabiste włosy okalały delikatną twarz o
niebieskich, pełnych wyrazu oczach. Trzy siostry były do siebie bardzo podobne, ale każda
miała włosy innego koloru, dzięki czemu łatwo można było je odróżnić.
Faith przez kilka sekund patrzyła badawczo na Bunny.
– Ależ tak, naturalnie! Wszystko jest gotowe. Wyniki leżą na tamtym stole. Chciałam
kogoś posłać na dół, ale przez to zamieszanie zupełnie zapomniałam. Miałam nadzieję, że uda
mi się wszystko uporządkować, zanim przyjdzie nowy szef...
– Jeszcze go nie ma? – zapytała rozczarowana Bunny.
– Nie. Na pewno coś go zatrzymało. Muszę przyznać, że jest mi to jak najbardziej na
rękę. Nie zdążyłam jeszcze poukładać wszystkiego w laboratorium tak, jak sobie tego życzył.
Przekazał w tej kwestii dokładne zlecenia. Cóż, chyba trafił się nam poganiacz niewolników.
– Faktycznie, bałagan na biurku świadczy, że ma pani jeszcze pełne ręce roboty –
powiedziała Bunny.
– Nie mam pojęcia, jak sobie z tym poradzę. Już od rana dopominam się o pomoc, ale jak
do tej pory, nikt się nie zjawił.
Nagle otworzyły się drzwi i do pokoju wszedł młody mężczyzna.
– Bogu dzięki! Wreszcie pan jest! – zawołała Faith.
– Muszę przyznać, że dosyć długo kazał pan na siebie czekać. – Rozzłoszczona spojrzała
na jego nieskazitelnie biały kitel. – Musimy w mgnieniu oka, to wszystko uporządkować –
kontynuowała z poważną miną.
– Dlaczego nie włożył pan czegoś bardziej odpowiedniego do tej pracy? Mamy do
sprzątnięcia kilka stołów.
– Nie wiedziałem... – wymamrotał młody mężczyzna, Faith jednak przerwała mu
szorstko:
– Nie mamy czasu do stracenia! Nowy lekarz może być tu lada chwila i chciałabym
skończyć jak najszybciej. – Odwróciła się do Bunny. – Czy to już wszystko? Proszę
powiedzieć mojej siostrze, że bardzo mi przykro, iż tak długo musiała czekać na wyniki.
Bunny kiwnęła głową i podeszła do drzwi, po czym przystanęła i jeszcze raz się
obejrzała.
W zamyśleniu obserwowała młodego człowieka o rudawych włosach, który zajęty był
przestawianiem stołów w laboratorium. Jeszcze nigdy nie widziała go w tej klinice.
– Ach, zupełnie bym zapomniała, spotkałam Charity. Prosiła, żeby pani przekazać, że
późno wróci do domu. Gdyby zechciała pani powiadomić siostrę w portierni...
Faith podziękowała i powróciła do pracy.
Duży stół stał teraz na właściwym miejscu. Młody mężczyzna postawił go pomiędzy
dwiema lampami przy oknie.
Bunny Warren zamknęła drzwi i pospieszyła na swój oddział. Na dole, w kuchni zebrały
się już dziewczyny, które z zaciekawieniem czekały na relację Bunny o nowym lekarzu.
Szkoda, że nie mogła im powiedzieć nic nowego. Może przynajmniej któraś z nich znała
nowego sanitariusza. Wyglądał rzeczywiście niezwykle atrakcyjnie.
*
Faith zorientowała się, że ukradkiem obserwuje młodego mężczyznę. „Właściwie, nie
wygląda jak zwykły pielęgniarz” – pomyślała. Sprawiał wrażenie wyjątkowo inteligentnego.
– Dobrze się pan spisał – powiedziała do niego z uznaniem. – Nowy lekarz nie będzie
miał powodów do narzekania na ustawienie stołów... Nie, proszę nie ruszać mikroskopu!
Proszę zostawić to mnie.
– Ależ to jest za ciężkie dla pani! – stanowczo i zwięźle odpowiedział pielęgniarz.
– Nonsens! Już od czterech lat mam z nim do czynienia – powiedziała Faith, a jej głos był
chłodny, gdyż młody mężczyzna patrzył na nią z daleko większym zainteresowaniem, aniżeli
wynikało to z jego obowiązków.
– W takim razie musi się pani chyba jeszcze uczyć – powiedział. – Nie sądzę, że ma pani
więcej niż dwadzieścia dwa, trzy lata.
Nie odpowiedziała. Nie miała najmniejszej ochoty zaczynać rozmowy na tematy osobiste.
Młody człowiek zrobił na niej wrażenie lekkoducha. „Najwyższy czas, żeby przywołać go do
porządku” – pomyślała.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • agraffka.pev.pl